Przejdź do głównej zawartości

KIERWIŃSKI DO DYMISJI !

Michał Rachoń, Tomasz Sakiewicz, Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki – tych panów w ostatnich dniach łączy jedno: ciągłe wizyty służb, które – według premiera Donalda Tuska – padły ofiarą „telefonicznych prowokacji”.

     „Działania prowokacyjne są wymierzone w bezpieczeństwo państwa. W nas wszystkich” – napisał Donald Tusk w serwisie „X”.

Źródło:  Facebook, AI/Grok

    „Działania wymierzone w nas wszystkich”? „W nas”, czyli w kogo? Bo zdaje się, że wśród osób, które padają ofiarą „telefonicznych prowokacji”, nie ma nikogo z obozu uśmiechniętej Polski. Policja nie wchodzi do dziennikarzy TVN, „Gazety Wyborczej” czy Onetu – tylko do dziennikarzy TV Republika. Policja nie pojawia się na posesji Włodzimierza Czarzastego czy Władysława Kosiniaka-Kamysza, lecz na posesji Jarosława Kaczyńskiego. Straż pożarna nie wyłamuje drzwi mieszkania Rafała Trzaskowskiego, tylko Karola Nawrockiego. I chcecie nam powiedzieć, że to wszystko jest przypadkiem?

Źródło: X/Donald Tusk 

    Zacznijmy od wejścia do Michała Rachonia. Jaki był powód interwencji? Mężczyzna w pasie szahida w łazience jednego z dziennikarzy największej prawicowej telewizji w Polsce. Kolejne wejście – tym razem do Tomasza Sakiewicza. Powód? Zgłoszenie, że dziecko próbuje odebrać sobie życie.

    Następnie służby pojawiają się u Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego? Zawiadomienie o podłożeniu ładunków wybuchowych w jego ogrodzie. I wreszcie wejście do mieszkania prezydenta Karola Nawrockiego. Z jakiego powodu? Zgłoszenie pożaru. Każda z tych spraw, zupełnym przypadkiem, dotyczy kogoś z opozycji. A premier mówi o „prowokacji”.

    Może i mamy do czynienia z prowokacją, ale ze strony rządzących. Tak uważam. Mogę się mylić, ale dlaczego policja nie chce udostępnić nagrania z interwencji u Tomasza Sakiewicza? Zasłania się tym, że Sakiewicz był w samych spodenkach, ale przecież sam zainteresowany mówi, że wyraża zgodę na publikację nagrania. Dlaczego policjanci, którzy do niego weszli, nie chcieli się wylegitymować? I w końcu – dlaczego przyjechali aż spod Częstochowy? Może dlatego, że w Warszawie nie znalazł się funkcjonariusz, który dałby się wykorzystać do politycznych gierek?                                                                                  

    To wszystko są jedynie moje domysły, ale bez względu na to, czy prowokacje pochodzą z zewnątrz, czy z samego rządu, jedno jest pewne: Marcin Kierwiński do dymisji!


Tekst nie ma na celu nikogo urazić.