Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2026

POTRZEBUJEMY AFER

A fery to by były do przeżycia jakoś, bo jedna afera przykrywa drugą” – tak w RMF FM mówił senator Nowej Lewicy Wojciech Konieczny , komentując aferę w Szpitalu Południowym.      To właśnie doktryna, którą, jak można odnieść wrażenie, kieruje się obecna koalicja rządząca: afera, aferą, aferę pogania . Afera związana z KPO, afera pedofilska w Kłodzku, a teraz afera w Szpitalu POłudniowym.      Obecnie rząd znajduje się prawdopodobnie w najtrudniejszej sytuacji od początku kadencji, dlatego afera, która mogłaby przykryć wydarzenia związane z warszawskim Szpitalem POłudniowym, jest mu potrzebna jak nigdy wcześniej.    Rządowy statek tonie     Oczywiście Wojciech Konieczny jest senatorem Lewicy, a afera szpitalna obciąża przede wszystkim Koalicję Obywatelską. Nie zmienia to jednak faktu, że kapitan, a w tym przypadku kierownik, odpowiada za cały statek i tylko on może go również zatopić.      Pozostając przy morskich analogiac...

TRZAski W KOALICJI

Z arządzam 10 szpitalami, a jeden nawet zbudowałem – Szpital Południowy” – tak w kampanii wyborczej mówił Rafał Trzaskowski.      Teraz, gdy na światło dzienne wyszła afera związana z Dawidem Kacprzykiem – 29-letnim lekarzem i politykiem KO, który miał zarabiać w warszawskim SOR 200 tys. zł miesięcznie , szpital staje się znaczącą kulą u już poobijanej nogi koalicji rządzącej. Sam Rafał Trzaskowski, który podczas konferencji prasowej miał mijać się z prawdą w kwestii poinformowania go o sprawie, stał się jedną z twarzy tej afery. To już nie jest zaleta      Pamiętam, jak prezydent Warszawy podczas kampanii prezydenckiej w każdej debacie próbował zdyskredytować swoich oponentów, przekonując, że głoszą bzdury i nie mają pojęcia o zarządzaniu państwowymi instytucjami. Przez Trzaskowskiego przemawiała wówczas wręcz niewiarygodna pycha oraz duma z tego, że może wznieść się ponad swoich przeciwników i pokazać telewidzom, iż to właśnie on jest człowiekiem, który ...

MILIARD DŁUGU DZIENNIE

K ażdego dnia, gdy wstajemy rano, rząd zdążył już zadłużyć każdego z nas – niemowlęta, emerytów, studentów i bezrobotnych – o kolejne 30 złotych . Zanim położymy się spać, dług publiczny Polski urośnie o ponad miliard złotych.       W lutym 2026 roku polskie zadłużenie publiczne przekroczyło 2 biliony złotych . Dwa biliony. Liczba tak ogromna, że trudno ją sobie wyobrazić.      Według szacunków dług sektora instytucji rządowych i samorządowych przyrasta w tempie od 940 milionów do 1,2 miliarda złotych na dobę . To znaczy, że od chwili, gdy premier Tusk rano pije kawę, do chwili, gdy wieczorem gasi światło, Polska jest biedniejsza o kolejny miliard. Tusk kontra Morawiecki. Kto zadłuża szybciej?       Porównanie jest bezlitosne dla obu stron polskiej sceny politycznej, choć proporcje są uderzające. Pod koniec rządów Morawieckiego dług narastał w tempie nieco ponad 300 milionów złotych dziennie . Przy Tusku tempo to wzrosło do ponad miliard...

PATOLOGIA TO ELEMENT NASZEJ WOLNOŚCI

S ejm przegłosował ustawę zakazującą patostreamingu . Ustawa zakłada, że kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, publicznie rozpowszechnia treści przedstawiające popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, czynu polegającego na znęcaniu się nad zwierzęciem lub zabiciu zwierzęcia, bądź poniżające traktowanie innej osoby – nawet za jej zgodą – podlega karze pozbawienia wolności. Za ustawą zgodnie głosowali posłowie wszystkich partii oprócz obu Konfederacji.      Co do pierwszych punktów ustawy nikt raczej nie ma zastrzeżeń, ale już zapis mówiący o „poniżającym traktowaniu innej osoby” powinien budzić nasze najszczersze obawy.     To, co będzie uznawane za wspomniane wcześniej „poniżające traktowanie”, nie jest jednoznacznie określone. Bo jak właściwie moglibyśmy ściśle wyznaczyć granice zachowania, które odwołuje się do czyichś emocji? Każdy człowiek ma inny próg, od którego zaczyna czuć się poniżony. Dla jednego będzie...

PRZEZ WARSZAWĘ NA KRAKÓW

K raków właśnie przeżył małą rewolucję. Mieszkańcy wzięli sprawy w swoje ręce, odwołali w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego stosunkiem głosów, który w każdych innych okolicznościach nazwalibyśmy miażdżącym — prawie 98 procent głosujących zagłosowało za tym, żeby polityk KO stracił stanowisko . Sygnał czytelny, wyraźny, niemożliwy do zignorowania. I co na to Koalicja Obywatelska? Ignoruje go z wdziękiem godnym lepszej sprawy.      Bo oto Donald Tusk, człowiek, który od lat tłumaczy nam, że jest demokratą i słucha obywateli, postanowił ogłosić krakowianom, kto będzie rządził ich miastem. Nie na jakimś wiecu w Krakowie, nie przy Rynku Głównym, nie nawet w którymś z krakowskich klubokawiarni, gdzie elektorat KO czuje się jak w domu. Ogłoszenie nastąpiło na konferencji przed siedzibą KPRM w Warszawie. Tak w Warszawie. Bo gdzie indziej? Kim jest kandydat       Kandydatką jest senator Monika Piątkowska i nie ma tu żadnej złośliwości, kiedy piszę, że to...

ZAKAZAĆ LODÓW! - KAŻDEMU

P rzez ćwierć wieku pszczyńska lodziarnia „Pod Dębem” robiła coś, co w normalnym kraju nie wymagałoby żadnego komentarza. Nagradzała dzieci, które ciężko pracowały, przykładały się do nauki i osiągały wyniki lepsze od rówieśników. Lody gratis za świadectwo z paskiem. Prosty gest, czytelny sygnał: wysiłek się opłaca, pilność jest wartością, osiągnięcia zasługują na uznanie. To wystarczyło, by wzbudzić niepokój Rzecznik Praw Dziecka.      Monika Horna-Cieślak, nominatka obecnej koalicji, wystosowała do właścicieli lodziarni pismo. Poinformowała ich, z właściwą urzędnikom powagą, że akcja „może potencjalnie naruszać prawa dziecka, generować nadmierną presję psychiczną, promować niezdrową rywalizację oraz prowadzić do wykluczenia rówieśniczego”. Gdyby ktoś chciał napisać satyrę na dzisiejszą, postępową władzę, trudno by mu przyszło wymyślić coś równie celnego. Rzeczywistość raz jeszcze okazała się sprawniejszym satyrykiem niż człowiek. Urząd atakuje z ukrycia    ...

PIENIĄDZE NA DRZEWACH NIE ROSNĄ

S ondaż SW Research dla Zero.pl przyniósł wynik, który w normalnym kraju byłby powodem do głębokiej refleksji dla całej klasy politycznej. Ponad połowa Polaków – 54,6 proc. – uważa, że świadczenie 800+ nie powinno być podnoszone. Tylko niespełna 30 proc. chciałoby dalszego zwiększania kwoty. Reszta wzruszyła ramionami, co w przypadku pytania o darmowe pieniądze i tak jest odpowiedzią wymowną.      Nasuwa się natychmiast pytanie: skoro nawet beneficjenci tego systemu w znacznej mierze mówią „dość” – bo to przecież do nich w pierwszej kolejności docierają te pieniądze – to dlaczego politycy wciąż traktują rozdawnictwo jako swój główny oręż wyborczy?      Odpowiedź jest, niestety, równie stara jak sama demokracja: bo to działa. Przynajmniej krótkoterminowo. Cud nad Wisłą, którego nie było      Wróćmy do początku. Program 500+, wprowadzony w 2016 roku przez rząd Zjednoczonej Prawicy, był projektem ambicjonalnym. Sprzedawano go jako remedium na z...