Przedwczorajsze posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które rozpoczęło się w Pałacu Prezydenckim około godziny 14, dotyczyło trzech konkretnych spraw, które w ostatnich tygodniach podgrzewały atmosferę w polityce i mediach. Chodziło o program SAFE i zakupy uzbrojenia, zaproszenie Polski do tak zwanej Rady Pokoju oraz wschodnie kontakty marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego.
Pierwszy temat
Na początek najwięcej czasu zajęła dyskusja o programie SAFE, czyli planie wykorzystania unijnych środków na wzmocnienie obronności poprzez nisko oprocentowane pożyczki dla Polski. Rząd podkreśla, że to szansa na finansowanie zakupów sprzętu wojskowego i rozwoju przemysłu obronnego oraz technologii, a przyjęty projekt ustawy ma trafić do parlamentu. Ale prezydent i jego otoczenie zadawali szczegółowe pytania o transparentność, nadzór i realne zabezpieczenia. Rządzący przekonują, że pieniądze z SAFE mają służyć bezpieczeństwu kraju, i choć dyskusja była długa, pewne zarysowanie porozumienia słychać było też po posiedzeniu – wszystko wskazuje, że zostanie w dużej mierze zaakceptowana ustawa wdrożeniowa, choć szczegóły wciąż budzą wątpliwości po obu stronach.
Drugi temat
Drugi temat to zaproszenie Polski do Rady Pokoju, inicjatywy międzynarodowej promowanej ze strony Stanów Zjednoczonych, a dokładniej przez Donalda Trumpa. Premier Donald Tusk przedstawił stanowisko rządu, że Polska nie przystąpi obecnie do tego gremium, powołując się na brak jasnych reguł i zobowiązań dotyczących tej struktury. To oznacza, że choć temat nadal jest w grze, rząd woli doprecyzować cele i warunki zanim podpisze się pod jakąkolwiek deklaracją. Prezydent natomiast podkreślał, że przy sprawach o takiej wadze potrzebna jest współpraca całego aparatu państwowego, a nie szybkie decyzje bez solidnych gwarancji.
Co to oznacza? A to, że polscy politycy w końcu zaczęli myśleć. W interesie Polski nie jest jasne opowiadanie się po jednej ze stron. Ale gdzie jest tu miejsce dla naszych polityków? Jest. Donald Tusk musi ładnie uśmiechać się do kolegów i koleżanek z Unii Europejskiej, a Karol Nawrocki do Donalda Trumpa. Jak USA proponują coś, co nie jest szczególnie dobre dla polski, to Karol Nawrocki może powiedzieć, że on to z chęcią by to podpisał, ale ten obrzydliwy premier mu nie pozwala, i tak samo, tylko w drugą stronę może robić Donald Tusk - i to właśnie jest prawdziwa polityka międzynarodowa.
Trzeci temat
Najbardziej ostrą część obrad wywołał jednak trzeci punkt: pytania prezydenta o biznesowych kontakty marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i jego żony z osobami ze wschodu, w tym wpływową obywatelką Rosji. Prezydent mówił wprost o swoich obawach i o konieczności wyjaśnienia tych relacji z perspektywy bezpieczeństwa państwa, zwłaszcza że marszałek Sejmu stoi tuż za prezydentem w kolejce konstytucyjnej do sprawowania najważniejszych funkcji. Marszałek Czarzasty nie udzielił zadowalających odpowiedzi podczas samego posiedzenia, a po nim komentował, że cała sprawa była „ustawką” i że nie widzi w swoim postępowaniu niczego niebezpiecznego.
Co my na ten temat sądzimy? Zasadniczo nas to nie dziwi, bo nie spodziewamy się po starym komuniście jakichkolwiek odruchów patriotycznych. Dziwi nas jednak rzecz inna: jak przedstawiciele gatunku homo sapiens mogli wybrać na marszałka polskiego sejmu starego komucha?
Po co to wszystko?
Samo posiedzenie trwało ponad sześć godzin i przebiegało w napiętej atmosferze – premier Tusk wyszedł wcześniej, a oficjalne konferencje prasowe rządu odwołano. Nie ma jasnych, jednoznacznych rozstrzygnięć we wszystkich trzech punktach: kwestie SAFE wciąż będą dopracowywane w parlamencie i rządzie, decyzja o Radzie Pokoju oficjalnie jest nieuzgodniona, a wątek Czarzastego obie strony komentują publicznie i politycznie nadal, bez końcowego rozstrzygnięcia.
A więc może zasadnym jest zadać sobie pytanie: czy RBN ma być miejscem poważnych rozmów, czy teatrzykiem dla mediów i komentatorów?
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
