W czerwcu tego roku, a dokładnie na 25. Paradę Równości, na warszawski Plac Zbawiciela powróci słynna już tęcza. Projekt ten wygrał konkurs w budżecie obywatelskim Warszawy w roku 2025. Tym razem środowiska LGBT+ twardo postawiły na swoim i nawet nie próbują maskować prawdziwego przesłania tej „instalacji artystycznej” tęcza będzie nosiła nazwę „Łuk LGBT+”
Każdy wie jak się to skończy
Pamiętamy, że poprzedniczka tęczy autorstwa Julity Wójcik nie miała łatwego życia. W latach 2012-2015 została podpalona 7 razy, i także 7 razy była odbudowywana. Jej żywot zakończył się jednak w 2015 roku, kiedy to wygasła umowa miasta z artystką.
Pomysłodawcy nowej tęczy uczą się na błędach poprzedników i chcą, by „Łuk LGBT+” został zbudowany z materiałów niepalnych. W takim razie władze miasta będą musiały przygotować odpowiednio duże zapasy środków czyszczących - bo farba łatwo nie zejdzie.
Walka z wiarą przy użyciu tęczy.
Jedno jednak warto docenić, autorzy tego projektu nie próbują zasłaniać się rzekomymi związkami symbolu tęczy z kulturą chrześcijańską i jawnie nazwali swój projekt „Łukiem LGBT+”. W miejscu, jakim jest Plac Zbawiciela, a także wprost przed budynkiem Kościoła Najświętszego Zbawiciela, takie działania można odbierać wprost jako próba walki z wspólnotą wiernych i usiłowanie wprowadzenia niepożądanej części profanum w część sacrum.
W kwestii funduszy - cały projekt ma kosztować 700 tyś złotych. Co raczej włodarza miasta stołecznego nie przeraziło, bo wyraził on pełne poparcie projektu. Jedyne, co go niepokoi, to niesprecyzowane bliżej „zapowiedzi prawicy”. Jak widać, u Rafała bez zmian.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
