Po co komu święto pracy? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Piękny majowy dzień, słońce świeci, kwiaty i drzewa kwitną, aż chciałoby się wyjść na dwór. Wychodzisz z domu, a na coraz to liczniejszych balkonach i w oknach pojawiają się flagi Polski.
Ale dlaczego już dziś? Nie można poczekać do 2 maja? Patrzysz na flagę i czujesz dumę, ale zaraz po tym przypominasz sobie, że to święto pracy i dzień od razu staje się gorszy.
Idziesz ulicą i widzisz trójkę facetów rozmawiających przed jednym ze sklepów. Normalny dzień, a jednak, czy aby na pewno? To właśnie w głowach tych trzech niepozornych mężczyzn pojawił się właśnie pomysł założenia związku zawodowego.
Idziesz kawałek dalej, a tam pochód pierwszomajowy. Widok tak odrażający, że gwałtownie i z właściwym dla zaistniałej sytuacji obrzydzeniem odwracasz wzrok.
Odsiecz w walce z socjalizmem
W takiej sytuacji bohaterem okazuje się jedno - na witrynie sklepu wielki napis PROMOCJA!!! Teraz już wiesz, że robotnicza brać w drodze na pochód z pewnością wstąpi do sklepu, by zaznać wspaniałego smaku kiełbasy śląskiej upieczonej na przenośnym grillu.
Myśl o grillu przy tak pięknej pogodzie całkowicie zmienia plany kolektywu robotników, po demokratycznym głosowaniu na forum władz związku zawodowego, jednomyślnie decydują się oni porzucić plan wyruszenia na pochód.
Wspólnymi siłami podjęli oni się trudu urządzenia grilla. Kiełbasy ociekają tłuszczem, pobudza to apetyt naszych śmiałków, choć przed samym posiłkiem należy jeszcze zasięgnąć opinii władz związku, które w sposób demokratyczny wyznaczą przydział kiełbasy na osobę.
![]() |
| Źródło: Tomasz Molina CC 4.0 bez zmian |
Rozpoczynają się obrady Niestety ich waga jest znacząco większa niż obrad poprzednich. Pierwszy dzień mija, a porozumienia próżno szukać.
Drugiego dnia pojawia się pomysł, by kiełbasę przydzielić według zapotrzebowania - niech ci głodniejsi wezmą więcej, a ci, którzy głodni nie są - mniej. Pomysł zostaje odrzucony. Po kolejnych godzinach pada propozycja, by kiełbasę przydzielić według wysiłku, z jakim ją pozyskano. Inicjatywa ta także upada, wysiłek przy pozyskiwaniu kiełbasy był równy u wszystkich członków związku. Pojawia się także zamysł, by kiełbasę podzielić według zasług przy jej pozyskaniu. Niestety ten pomysł także upada, ponieważ na zakup kiełbasy władze związku zarządziły zrzutkę pieniędzy, więc zasługi także są równe.
Zaczyna się kolejny dzień obrad. Ten nie jest już tak obfity w pomysły. Po pięciu godzinach pojawia się jednak idea, by podzielić kiełbasę po równo. Ona także niestety upada. Okazuje się, że kiełbas jest o jedną więcej niż członków związku, a jej przekrojenie na równe części jest niemożliwe. Obrady zamierają na kolejne godziny.
Zaczyna się czwarty dzień obrad. Robotnicy, po wielu godzinach mozolnych obrad, nie są w stanie wymyślić żadnego nowego pomysłu. Z odsieczą wkraczają władze związku, proponując podział według pozycji społecznej. Pomysł ten zostaje przegłosowany, decyzja jednak będzie obowiązywać od dnia następnego.
Nastaje kolejny dzień, zaczyna się przydział kiełbasy. Członkom zarządu przysługuje sztuk pięć na osobę, reszcie ćwiartka na osobę. Doły związku doszukują się w tym podziale niesprawiedliwości. Zarząd jednak zapewnia o transparentności, powołując się na radę nadzorczą, która uczestniczyła w procedurze dzielenia kiełbasy.
Robotnicza brać, po zjedzeniu kiełbasy wraca do zakładu, widzi jednak, że drzwi są zamknięte. Jest dzień 5 maja, a oni od wczoraj powinni być w pracy, teraz na ich miejsce pracodawca zatrudnił grupę młodych imigrantów z Azji - właśnie stracili pracę.
W tym samym czasie pojedyncze osoby skarżą się na problemy gastryczne, pilnie muszą udać się do lekarza. W państwowym szpitalu dostają termin na za 2 lata. Decydują się więc na wizytę prywatną - diagnoza jest jednoznaczna, w organizmie wykryto znaczne ilości jadu kiełbasianego. Wszyscy kolektywnie trafiają do szpitala. Ich stan zdrowia jest opłakany i nie wiadomo, czy przeżyją. Ważne jednak, że pryncypia socjalizmu pozostały nienaruszone.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.

