Sąd Okręgowy w Warszawie wydał list żelazny dla byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Poinformował o tym w środę jego pełnomocnik, mec. Bartosz Lewandowski. Decyzja zapadła wbrew stanowisku prokuratury, która kwestionowała deklarowane przez polityka miejsce pobytu w Naddniestrzu.
Obrona starała się o list żelazny od sierpnia. Wniosek wpłynął do sądu 12 sierpnia. Zarówno koperta, jak i samo pismo wskazywały, że przesyłkę nadano w Tyraspolu, stolicy separatystycznego regionu Mołdawii kontrolowanego przez Rosjan.
Romanowski jest podejrzany o nieprawidłowości przy wydatkowaniu środków z Funduszu Sprawiedliwości. Prokuratura zarzuca mu m.in. udział w zorganizowanej grupie przestępczej oraz ustawianie konkursów na dotacje z tego funduszu w czasie rządów PiS. Wcześniej sąd wydał za politykiem Europejski Nakaz Aresztowania, a śledczy rozesłali za nim list gończy.
![]() |
| Źródło: Elekes Andor CC 4.0 |
Przed posiedzeniem szef zespołu śledczych, prok. Piotr Woźniak, przypomniał o pisemnym sprzeciwie oskarżyciela publicznego. Podkreślał, że trzeba zweryfikować, gdzie faktycznie przebywa poszukiwany polityk. – Mamy duże wątpliwości, czy faktycznie tak jest – mówił.
Śledczy podjęli w tej sprawie działania międzynarodowe. Skierowali dwa europejskie nakazy dochodzeniowe, do Ukrainy i Rumunii, oraz wniosek o pomoc prawną do Mołdawii. Odpowiedzi jeszcze nie ma, ale według prok. Woźniaka dotychczasowe ustalenia wskazują, że informacja o pobycie podejrzanego w Naddniestrzu jest niepotwierdzona i budzi znaczne wątpliwości.
Prokuratura Krajowa przesłała 18 sierpnia pismo, w którym uznała, że nie ma podstaw do uwzględnienia wniosku. Jej rzecznik, prok. Przemysław Nowak, wskazywał, że nie uprawdopodobniono faktycznego przebywania Romanowskiego w deklarowanym miejscu, a samo jego oświadczenie jest niewystarczające. Dodał, że dotychczasowa postawa polityka nie daje rękojmi dochowania warunków listu żelaznego. Przypomniał, że Romanowski kwestionował legalność działań organów i publicznie deklarował brak zamiaru powrotu do kraju. Sąd tych obaw nie podzielił.
Mec. Lewandowski przekonywał, że wydanie listu leży w interesie wymiaru sprawiedliwości. – Jest chęć ze strony Romanowskiego, żeby stawić się przed prokuratorem, mój klient wyraża taką wolę, żeby odbyło się to na zasadach uczciwych – oświadczył.
List żelazny gwarantuje podejrzanemu pozostawanie na wolności do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, pod warunkiem terminowego stawiennictwa na każde wezwanie sądu i prokuratury. Osoba, której go wydano, nie może bez zgody sądu opuszczać wyznaczonego miejsca pobytu w kraju ani utrudniać śledztwa.
W grudniu 2024 r. Romanowski otrzymał azyl polityczny na Węgrzech. Władze w Budapeszcie cofnęły mu status uchodźcy i unieważniły dokumenty podróży na początku lipca, po majowej zmianie węgierskiego rządu. W kolejnych tygodniach pojawiały się sprzeczne doniesienia o jego losie.
Sytuację komentował wcześniej premier Donald Tusk, powołując się na informacje od służb sojuszniczych. Według niego partnerskie służby potwierdziły obecność polityka w Tyraspolu „na 99 proc.”.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
