Sejm przegłosował ustawę zakazującą patostreamingu. Ustawa zakłada, że kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, publicznie rozpowszechnia treści przedstawiające popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą pozbawienia wolności, czynu polegającego na znęcaniu się nad zwierzęciem lub zabiciu zwierzęcia, bądź poniżające traktowanie innej osoby – nawet za jej zgodą – podlega karze pozbawienia wolności. Za ustawą zgodnie głosowali posłowie wszystkich partii oprócz obu Konfederacji.
Co do pierwszych punktów ustawy nikt raczej nie ma zastrzeżeń, ale już zapis mówiący o „poniżającym traktowaniu innej osoby” powinien budzić nasze najszczersze obawy.
To, co będzie uznawane za wspomniane wcześniej „poniżające traktowanie”, nie jest jednoznacznie określone. Bo jak właściwie moglibyśmy ściśle wyznaczyć granice zachowania, które odwołuje się do czyichś emocji? Każdy człowiek ma inny próg, od którego zaczyna czuć się poniżony. Dla jednego będzie on bardzo wysoki i będzie znosił obelgi czy wyzwiska, a dla innego równie dobrze poniżające może być chodzenie z workiem pustych butelek do supermarketu i oddawanie ich do automatu kaucyjnego. To kwestia, która pozostaje nieuregulowana, ponieważ zwyczajnie nie da się jej uregulować.
Każda cenzura jest zła
Jeżeli więc „poniżające traktowanie” nie jest jasno opisane, to proces osądzania ludzi o jego stosowanie będzie zależał wyłącznie od osoby, która zostanie do tego wyznaczona. W ten sposób wprowadzamy swoistą cenzurę. Jeżeli napiszę na Twitterze/X komentarz pod czyimś postem, że to, co napisał, jest skrajną głupotą, a przy okazji sam autor do najmądrzejszych nie należy, to również może zostać uznane za „poniżające traktowanie”. Powiedzą Państwo, że przesadzam, ale właściwie dlaczego? Przecież to już się dzieje, a te przepisy jeszcze nawet nie weszły w życie. Starsza pani, która napisała na Facebooku do Jerzego Owsiaka „giń, człeku”, o szóstej rano miała wizytę policji. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?
Właśnie dlatego uważam, że ta ustawa jest zła. Niestety państwo, w którym żyjemy, nie daje mi pewności, że ustawa, którą poprę w imię ochrony dobra moich dzieci, nie obróci się przeciwko mnie i nie uderzy w moją wolność słowa. A wolność cenię jako wartość nadrzędną, która niestety z każdym dniem jest nam starannie, kawałek po kawałku, odbierana.
Nie jestem też bynajmniej zwolennikiem patostreamingu, ale jest on – jak każda patologia – nieodłącznym elementem wolności. Tam, gdzie jest wolność, tam rodzą się również różne patologie i tego nie zmienimy.
PS do Silnych Razem. Wszyscy wy, którzy tę ustawę popieracie, jesteście wpatrzeni jak w obrazek w osoby, które nazywają Prezydenta „kanalią”, „alfonsem” i wieloma innymi określeniami. Czym to niby jest, jeśli nie „poniżającym traktowaniem”? Ja jestem zwolennikiem wolności dla każdego – i dla siebie, i dla Romana Giertycha, i dla Stefana Niesiołowskiego. Wy chcecie wolności tylko dla siebie.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.