W wydanym we wtorek oświadczeniu Mateusz Morawiecki zapewniał o swojej lojalności wobec PiS-u. Mówił, że nie jest po to, by dzielić, ale po to, by budować szeroką prawicę – prawicę, w której Przemysław Czarnek miałby być tym, który mówi do twardego elektoratu PiS, a Mateusz Morawiecki miałby przekonywać do głosowania na PiS przedsiębiorców i ludzi o centrowych poglądach politycznych.
Były premier mówił dużo o osiągnięciach rządów PiS, pochwalił Beatę Szydło, Jarosława Kaczyńskiego, no i oczywiście siebie, wspominając z dumą, że sześć lat jego szefowania rządowi doprowadziło Polskę w miejsce, gdzie jest najbogatsza w swojej historii.
Jak zwykle jednak zabrakło jednego, ale bardzo ważnego słowa. Słowa: „Przepraszam”. Przepraszam za to, co zrobiłem źle, w wielu sprawach się pomyliłem i przyjmuję na siebie tę odpowiedzialność. Błędy, które popełniłem, uczyniły mnie silniejszym i jestem w stanie je naprawić. Takich słów nie usłyszeliśmy. W długim, jak na warunki twitterowe, przemówieniu, oprócz wodospadu lania wody, nie usłyszeliśmy nic, co mogłoby napawać nas optymizmem na zmianę. Zero refleksji. Zero rachunku sumienia.
Dziś, kiedy prezes Kaczyński oficjalnie pożegnał się z Mateuszem Morawieckim, zaczyna się nowy rozdział polskiej polityki, a nawet jeśli nie będzie to rozdział, to na pewno znaczący podrozdział. Największa „prawicowa” partia w Polsce rozpada się na dwa kawałki, dzięki czemu mamy już cztery partie, które walczą o mniej więcej tego samego prawicowego wyborcę.
Dziś z wewnętrznych partyjnych sondaży wiemy, że teoretyczna partia Mateusza Morawieckiego może liczyć na ok. 3 proc. Nie jest to dużo, ale czas, który pozostał do przyszłorocznych wyborów, przy odpowiednio ciężkiej i zorganizowanej pracy, pozwoliłby partii Morawieckiego na wynik, z którym mogliby wprowadzić nawet 20+ posłów.
Na razie działamy jedynie w sferze domysłów i założeń, ale najważniejsze już się stało. Możemy otwierać szampana, bo na naszych oczach polski duopol partyjny kruszy się w tempie, w jakim nigdy wcześniej się nie kruszył.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.