Przejdź do głównej zawartości

GRY W BERKA CIĄG DALSZY

Jeszcze do niedawna Koalicja Obywatelska chętnie powtarzała, że politycy nie mają czego szukać w Trybunale Konstytucyjnym. To był sztandarowy argument w sporze z PiS o „upolitycznienie" sądownictwa: Trybunał ma orzekać, nie realizować interesy partyjne. Dziś okazuje się, że ta zasada obowiązywała tylko wtedy, gdy było to wygodne.

Donald Tusk potwierdził, że kandydatem koalicji rządzącej na sędziego Trybunału Konstytucyjnego – a być może w dalszej perspektywie na jego prezesa – zostanie Maciej Berek. Do wtorku Berek był ministrem do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu, wcześniej przez lata pełnił funkcję sekretarza Rady Ministrów i szefa Rządowego Centrum Legislacji. To zaufany współpracownik premiera, człowiek, który przez ostatnie lata firmował swoim podpisem ustawy przygotowywane przez rząd Tuska. 


Najbardziej kłopotliwy dla koalicji rządzącej jest fakt, że to właśnie ona w 2024 roku przygotowała projekt ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, który miał wprowadzić czteroletnią karencję dla polityków chcących zasiadać w TK. Zapis obejmował byłych prezydentów, posłów, senatorów, europosłów oraz członków Rady Ministrów i sekretarzy stanu. Innymi słowy – dokładnie taką osobę jak Maciej Berek, który z rządu odszedł dosłownie kilka dni przed zgłoszeniem jego kandydatury.

Ten projekt nigdy nie wszedł w życie, więc formalnie nic nie stoi na przeszkodzie, by Berek zasiadł w Trybunale. Ale to argument czysto proceduralny, nie moralny. Przez osiem lat rządów PiS koalicja 15 października – i sama Koalicja Obywatelska – konsekwentnie przekonywała opinię publiczną, że obsadzanie organów władzy sądowniczej ludźmi z politycznego zaplecza niszczy zaufanie do państwa. Teraz robi dokładnie to samo, tyle że z własnym kandydatem.


Nawet wewnątrz koalicji rządzącej nie brakuje głosów sprzeciwu. Szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska zapowiedziała, że jej ugrupowanie nie poprze kandydatury Berka, przypominając, że koalicja obiecywała wyborcom, iż politycy nie trafią do TK. Konstytucjonaliści komentujący sprawę w mediach społecznościowych nie kryją zdziwienia, że lata deklaracji o apolityczności sądownictwa kończą się w taki sposób.


Premier Tusk tłumaczy, że chodzi o „naprawienie" Trybunału Konstytucyjnego, tak by nie był – jak to ujął – na smyczy prezydenta czy PiS-u. Problem w tym, że język, którym rząd opisuje tę operację, coraz bardziej przypomina retorykę, jaką sam krytykował u poprzedniej władzy. Kandydatura Berka pojawia się w kontekście planów przejęcia kontroli nad prezesurą Trybunału – możliwego pozbawienia funkcji obecnego prezesa i dopuszczenia do orzekania sędziów, których ślubowania odmówił przyjąć prezydent.


Jeśli Berek rzeczywiście obejmie miejsce po sędzim Piskorskim, którego kadencja kończy się 18 września, większość składu orzekającego Trybunału będzie pochodzić z nominacji obecnej koalicji. Arytmetyka staje się tu równie ważna jak prawo – a to dokładnie ten mechanizm, który koalicja rządząca przez lata zarzucała Zjednoczonej Prawicy.


Można oczywiście argumentować, że sytuacja Trybunału jest wyjątkowa, że część sędziów zajęła miejsca z naruszeniem procedur, a obecny stan instytucji jest efektem wieloletniego chaosu zapoczątkowanego jeszcze za rządów PiS. Nie zmienia to jednak faktu, że wystawienie własnego, wieloletniego współpracownika premiera na sędziego – a potencjalnie na prezesa – Trybunału Konstytucyjnego trudno pogodzić z ośmioma latami deklaracji o potrzebie odpolitycznienia sądownictwa.

 

Tekst nie ma na celu nikogo urazić.


Popularne posty z tego bloga

SAFE - ZAMACH NA NASZĄ SUWERENNOŚĆ

N a platformie „X” doszło do potyczki słownej między europosłem PIS Danielem Obajtkiem, a rzecznikiem rządu Adamem Szłapką.  Chodziło o to, czy w programie SAFE znajdują się kamienie milowe. Rzecznik Szłapka zarzucił Danielowi Obajtkowi kłamstwo. Co innego mówi nam jednak zawartość uzasadnienia rządowego projektu ustawy.     Politycy koalicji rządzącej przekonują, że Polska powinna wejść do programu SAFE. Uzasadniają to ogromem korzyści, jakie będą nas czekały po skorzystaniu z unijnych pieniędzy.  Unia nie może dać pieniędzy, bo ich nie ma!  No właśnie, ale skąd Unia Europejska będzie pozyskiwać te mistyczne fundusze? SAFE to zwyczajny dług, a nie bezzwrotna dotacja . UE weźmie kredyt w wysokości do 150 mld euro (czyli ok. 630 mld zł). Pieniądze te będą następnie przekazywane państwom członkowskim, które będą musiały go spłacić. Na Polskę miałoby przypaść 30 proc. całości budżetu, czyli 44 mld euro. Daniel Obajtek zarzuca, że zawarte w programie kamieni...

WYGRANI I PRZEGRANI 2025 ROKU

            J ako, że każdy robi podsumowanie tego roku nie możemy być gorsi, a więc oto nasz ranking trzech największych wygranych i trzech największych przegranych roku 2025. Wygrani: Miejsce 1 - Karol Nawrocki      Ten wybór wydaje się być oczywisty, Karol Nawrocki został prezydentem mimo tego, że tych wyborów wygrać nie mógł. Ciągle afery w czasie kampanii i do tego kontrkandydat który był uważany za pewniaka do wygrania tych wyborów od 2020 r. Oczywiście można powiedzieć, że wygrał minimalną przewagą, ale jednak wygrał, a teraz nie dość, że sondaże wskazują na wzrost jego poparcia, to wyrasta nam on na nowego przywódcę polskiej prawicy. Miejsce 2 - Grzegorz Braun      Po wyjściu/wywaleniu z Konfederacji wszyscy myśleli, że to koniec Grzegorza Brauna w polskiej polityce i będzie on skazany na spoczywanie w okolicy 3%, a jednak wybory prezydenckie i jego genialny (bo tak trzeba go nazwać), wynik pokazują nam, że polsk...

TOWARZYSZ WŁODEK

W łodzimierz Czarzasty znów znalazł się w centrum politycznej burzy, tym razem po jednoznacznej odmowie poparcia Donalda Trumpa jako kandydata do Pokojowej Nagrody Nobla. Sprawa jest świeża, głośna i mocno symboliczna, bo dotyka nie tylko samego Trumpa, ale też stosunku polskiej lewicy do USA, globalnej polityki i aktualnego układu sił.      Po co to wszystko?      Czarzasty nie próbował kluczyć. Wprost stwierdził, że Donald Trump nie zasługuje na takie wyróżnienie i że nie widzi podstaw, by go w jakikolwiek sposób wspierać. Argumentacja była klasyczna dla lewicy: kontrowersyjna prezydentura, podważanie instytucji demokratycznych, konflikty międzynarodowe i styl polityki oparty na konfrontacji.      Formalnie wszystko się zgadza - Pokojowa Nagroda Nobla ma nagradzać działania na rzecz pokoju, dialogu i stabilizacji. Problem w tym, że w polityce międzynarodowej liczy się nie tylko definicja, ale też moment i kontekst, a jest on na tyle ważny...