Prezydent odbierze, a jednocześnie nie odbierze ślubowania od Macieja Berka na sędziego TK, a to dlatego, że kancelaria Karola Nawrockiego zażądała, by Maciej Berek przedstawił swój staż radcy prawnego. Problem w tym, że Berek, by móc zostać sędzią TK, potrzebuje 10 lat przepracowanych w zawodzie, a tylu nie przepracował.
Problem, oczywiście, tylko dla tych, którzy stosują się do prawa takiego, jakim ono jest, a jako że Maciej Berek stosuje się nie do prawa takiego, jakim ono jest, tylko do zaleceń prof. Safjana i „nie popada w pułapkę prawniczego formalizmu”, nie będzie miał żadnych moralnych zahamowań przed złożeniem ślubowania wobec sali kolumnowej.
W tym samym czasie przed Trybunałem Konstytucyjnym rozbili swoje obozy współcześni Hunowie z PiS-u, a dokładniej z klubów Gazety Polskiej, którzy będą bronić Godzilli Bogdana Święczkowskiego przed szturmem policji na Trybunał. Czekam z niecierpliwością!
Przenosząc się nieco dalej, do Akademii Wymiaru Sprawiedliwości – sama akademia była jakąś kuźnią pisowskich kadr pokroju wieczorowej szkoły marksizmu i leninizmu, wymyśloną przez Zbigniewa Ziobrę. Waldemar Żurek wywalił z niej trzydziestoletniego lektora i wstawił na jego miejsce jakiegoś swojego gościa, i zasadniczo wszyscy mają to głęboko w dupie – i słusznie.
Wszyscy, ale nie do końca. Przejęli się tą sprawą: TV Republika, Gazeta Polska i PiS, czyli przejął się nią tylko PiS. A jak czymś przejmuje się PiS i odpowiada za nagłośnienie danej sprawy, to możemy być pewni, że przerodzenie się jej w śmieszność jest tylko kwestią czasu. Sama „afera” straciła w moich oczach zaraz po tym, jak wybuchła i przeczytałem, że AWS to nie Akcja Wyborcza Solidarność, tylko jakaś śmieszna akademia (o czym pisałem wcześniej). Ale nawet jeśli ktoś na początku potraktował tę sprawę poważnie, z pewnością zdążył już zmienić zdanie po tym, co PiS w tej sprawie zaprezentował.
Tam, gdzie potrzebna jest śmieszność i ciarki żenady, tam błyskawicznie pojawia się Dariusz Matecki. Tym razem poseł PiS-u chciał przeskoczyć przez płot z kolcami na górze. Na szczęście dla widzów i na nieszczęście dla świata udało mu się to – na szczęście dla widzów, bo nie zobaczyli Mateckiego w wydaniu z podziurawionymi spodniami i może czymś jeszcze, w którym nikt nie chciałby go oglądać, a na nieszczęście dla świata, bo to „coś innego” może nadal przekazać dalej jego geny.
Kolejną personą, która chciała zaistnieć przy okazji AWS, była posłanka PiS-u Anna Kurowska. Udało jej się wejść do budynku AWS i rozpocząć tam strajk głodowy. Podczas niego miała bronić gabinetu rektora uczelni przed jego nowym lokatorem. Z prowiantem do poseł Kurowskiej mężnie wyruszali wcześniej wymieniony Dariusz Matecki oraz Antoni Macierewicz, jednak policja nie dopuściła do przekazania podarków pani poseł. Okazało się jednak, że strajk głodowy jest nie dość, że bezobjawowy – bo pani poseł po siedmiu dniach wygląda tak samo jak na jego początku – to jeszcze nieskuteczny, bo lektorowi udało się wejść do swojego gabinetu. Pani poseł twierdzi, że nie wie, jak to się stało, że lektor znalazł się w środku, i że prawdopodobnie wszedł tam przez ścianę. Nie dziwię się, że pani poseł nie wie, jak to się stało – skąd miałaby wiedzieć, skoro wszedł tam w porze obiadowej.
Cała ta sprawa, sami państwo widzicie, jest śmieszna i niepoważna, tak samo jak materia, której dotyczy. W państwie normalnym i cywilizowanym wymiar sprawiedliwości byłby czymś, wokół czego poruszamy się z należytą powagą i o którego poprawne funkcjonowanie dbamy, ale ponieważ mieszkamy w Polsce, zrobiono z niego główną oś sporu. Sporu, który schodzi coraz niżej i dotyczy coraz mniej poważnych instytucji. Drodzy politycy, te wasze kłótnie i przepychanki nikogo już nie grzeją.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.