Za filozofa idąc radą, nareszcie sobie to uświadom, że Wolność właśnie tkwi w przymusie i z entuzjazmem poddaj mu się”. „Towarzysz Szmaciak” jak zwykle trafnie opisuje realia polskiej polityki. Tak jest i tym razem, choć z tą subtelną różnicą, że tyczy się to strony politycznego sporu, która dotąd przechodziła przez życie polityczne w miarę suchą stopą.
Sławomir Mentzen, prezes Nowej Nadziei wchodzącej w skład Konfederacji, podzielił się z opinią publiczną niepopularnym w polityce poglądem, że należy przywrócić obowiązkową służbę wojskową. W filmie na swoim kanale na YouTubie porównał długość trwania takiego wojskowego szkolenia w różnych krajach. Wynosiła ona kolejno: w Estonii – 12 mies., na Łotwie – 11 mies., na Litwie – 9 mies., w Finlandii – 6–12 mies., w Korei Południowej – 18–21 mies., w Izraelu – 32 mies. W Polsce takie szkolenie trwa 16 dni i, w odróżnieniu od podanych wyżej przykładów, nie jest obowiązkowe.
Zdrada ideałów
Zmiany takiego stanu rzeczy domaga się Mentzen, argumentując, że przywrócenie poboru jest konieczne, jeżeli chcemy, by Polska miała szanse w razie konfliktu z Rosją. Tak pisał na „X”: „Politycy muszą przestać okłamywać Polaków. Powrót służby wojskowej jest konieczny!”. Nie trzeba było długo czekać na ripostę ze strony politycznych przeciwników Konfederacji: „Razem opowiada się za armią zawodową” – napisał na „X” Adrian Zandberg. Głos zabrał też były kolega Sławomira Mentzena, Artur Dziambor: „Nie, @SlawomirMentzen, armia musi pozostać zawodowa, o to walczyliśmy już ponad 25 lat temu i przekonaliśmy niecałą dekadę później tych, wtedy u władzy, że tak powinno być”. Zresztą sam polityczny ojciec Sławomira Mentzena, Janusz Korwin-Mikke, napisał na platformie „X” tak: „Gdy gdzieś tak ok. 1993 (jako pierwszy w Polsce?) połapałem się, że wracamy do PRL – napisałem, że ostatnim decydującym krokiem będzie przywrócenie poboru do wojska. I dziś czytam, że WCzc. Sławomir Mentzen pisze z całą otwartością, że mamy dziadowskie państwo – a więc należy to dziadowskie państwo wyposażyć w dziadowską armię z poboru, gdzie żołnierze marzą tylko o Wolności – o przejściu do cywila!! […] 4-milionowe Księstwo Warszawskie miało 100-tysięczną armię ZAWODOWĄ. I na to nas stać. Na pół miliona fachowców. Natomiast nie stać nas na dziadowstwo – na szkolenie ludzi, którzy w armii nie chcą być. Następnym pomysłem kol. Mentzena będzie mobilizacja i szkolenie kobiet do rodzenia dzieci – bo skoro same nie chcą...”.
Cała ta sytuacja, nawet w oderwaniu od samej istoty sprawy, jest na tyle dziwaczna, że prezes partii, która wchodzi w skład Konfederacji Wolność i Niepodległość, postuluje ograniczanie tej wolności. Człowiek, który jeszcze nie tak dawno jako przykład państwowego ucisku na obywatela podawał obowiązek płacenia podatków, dziś proponuje wznowienie procedury, która jest tego ucisku najwyższą formą. Sama propozycja nie tylko jest sprzeczna z DNA partii Mentzena, ale jest też nierozsądna, bo tak jak „z niewolnika nie ma pracownika”, tak samo z cywila nie będzie dobrego żołnierza.
Chętni sami się zgłosili
Prezes Nowej Nadziei, by pokazać, że jego postulat jest pozytywnie odbierany w społeczeństwie, posłużył się sondażem SW Research dla Klubu Jagiellońskiego, który okrasił podpisem: „Polacy są mądrzejsi od polityków. W ogóle mnie to nie dziwi :)”. A co możemy dowiedzieć się z tego sondażu? Ano to, że 59 proc. mężczyzn i 49 proc. kobiet popiera przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej. Jest to wiadomość pozytywna nie tyle dla Sławomira Mentzena, co bardziej dla tych, którzy są przeciwnikami służby wojskowej. No bo skoro prawie 60 proc. mężczyzn i 50 proc. kobiet jest zwolennikami tego pomysłu, to bez problemu możemy wysłać ich na taką służbę, a nawet z ich części zrobić żołnierzy zawodowych. W takim razie problem mamy z głowy – chętni sami się zgłosili.
Tekst nie ma na celu nikogo urazić.
